5/5

Komentarze (0)

3 dni temu
obraz

Upadłość konsumencka krok po kroku: Jak wygląda proces oddłużania od środka?

Zastanawiasz się, jak przebiega upadłość konsumencka? To nie tylko sąd i wniosek. Przeczytaj dokładną relację z całego procesu – od zbierania dokumentów z BIK i BIG, przez ustalanie wierzycieli, aż po życie po oddłużeniu.

Decyzja o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej nigdy nie przychodzi łatwo. Zazwyczaj poprzedzają ją miesiące, a nawet lata nieprzespanych nocy, unikania listonosza i panicznego lęku na dźwięk dzwoniącego telefonu. W pewnym momencie dochodzisz jednak do ściany. Uświadamiasz sobie, że matematyki nie oszukasz – twoje długi przerosły twoje możliwości zarobkowe i żadna kolejna "chwilówka na spłatę chwilówki" już nie pomoże. T

 

o moment, w którym upadłość przestaje być wstydem, a staje się jedyną logiczną drogą do odzyskania wolności. Przeszedłem tę drogę i opowiem Ci dokładnie, jak ona wygląda – nie z perspektywy kodeksu karnego, ale z perspektywy człowieka, który musiał posprzątać swoje życie.

 

Pierwszy krok: Koniec z chowaniem głowy w piasek

 

Najtrudniejszym etapem wcale nie jest rozprawa w sądzie, ale moment, w którym musisz stanąć w prawdzie przed samym sobą. Aby wniosek o upadłość był skuteczny, musi być kompletny i szczery. Sąd nie wybacza kłamstwa, więc proces zaczyna się od brutalnej inwentaryzacji. Pamiętam dzień, w którym przestałem wyrzucać nieotwarte koperty do szuflady. Wysypałem wszystko na stół. Musiałem ustalić, ile dokładnie jestem winien i komu. Wbrew pozorom, przy spirali zadłużenia, to wcale nie jest oczywiste. Długi są sprzedawane, zmieniają się firmy windykacyjne, a odsetki rosną każdego dnia.

 

Detektyw we własnej sprawie: BIK, BIG i KRD

 

Zanim napisałem pierwsze zdanie we wniosku, musiałem zebrać dowody. Zacząłem od pobrania raportu z Biura Informacji Kredytowej. To była podstawa, bo tam widniały wszystkie moje kredyty bankowe i część pożyczek pozabankowych. BIK to jednak za mało. Wiele chwilówek czy niezapłaconych rachunków za telefon ląduje w innych bazach. Dlatego kolejnym krokiem było ściągnięcie raportów z Biur Informacji Gospodarczej, takich jak InfoMonitor, KRD czy ERIF. To nie jest trudne, wszystko robi się przez internet, ale wymaga przełamania strachu przed zobaczeniem ostatecznej kwoty.

 

Największym wyzwaniem było jednak ustalenie wierzycieli, których nie było w bazach. Musiałem stać się archiwistą własnego życia. Przekopywałem stare maile, szukałem umów w szafkach i analizowałem sądowe nakazy zapłaty, które przychodziły w ostatnich latach. To kluczowe, bo we wniosku o upadłość trzeba wskazać każdego wierzyciela. Pominięcie kogoś celowo może skutkować umorzeniem postępowania, a pominięcie przez pomyłkę – ogromnym bałaganem w przyszłości. Każdy wierzyciel musiał zostać opisany: nazwa, adres, kwota długu i termin wymagalności.

 

Pisanie wniosku: Moja historia na papierze

 

Gdy miałem już listę długów, przyszedł czas na najważniejszą część – uzasadnienie wniosku. Obecnie przepisy są łagodniejsze i nie trzeba już udowadniać, że do upadłości doszło z przyczyn niezawinionych, by w ogóle ogłosić upadłość, ale nasza historia ma ogromne znaczenie dla późniejszego planu spłat. Musiałem opisać swoją sytuację szczerze. Nie pisałem prawniczym żargonem, lecz prostym językiem. Opisałem, jak zaczęły się problemy, co doprowadziło do utraty płynności finansowej i dlaczego teraz nie jestem w stanie tego spłacić. Opisałem też swoją sytuację życiową – ile zarabiam, jakie mam koszty utrzymania mieszkania, leków czy żywności. Sąd musi widzieć w tobie człowieka, a nie tylko PESEL.

 

Wniosek to nie tylko opis długów, ale też majątku. I tu trzeba być boleśnie szczerym. Jeśli masz samochód, mieszkanie, czy nawet wartościowy sprzęt RTV – musisz to wpisać. Upadłość to transakcja: oddajesz majątek (jeśli go masz) w zamian za oddłużenie. Ukrywanie majątku to najkrótsza droga do prokuratora i odrzucenia wniosku.

 

Składanie wniosku: Sąd Rejonowy i system KRZ

 

Kiedyś wniosek drukowało się w kilku egzemplarzach i niosło do biura podawczego. Dziś większość spraw obsługuje Krajowy Rejestr Zadłużonych (KRZ). To system teleinformatyczny. Zakłada się tam konto, wypełnia formularze online i załącza skany dokumentów. Z jednej strony to ułatwienie, z drugiej – system bywa toporny. Należało też uiścić opłatę sądową, która jest symboliczna w porównaniu do długów, ale jest wymogiem formalnym. Ważne było też ustalenie właściwego sądu. Sprawę kieruje się do Sądu Rejonowego właściwego dla mojego miejsca zamieszkania.

 

Oczekiwanie i rola Syndyka

 

Po kliknięciu "wyślij" nastąpił czas nerwowego oczekiwania. W moim przypadku decyzja o ogłoszeniu upadłości zapadła na posiedzeniu niejawnym. Nie musiałem iść do sądu, by usłyszeć wyrok. Dostałem powiadomienie. To był moment ulgi, ale też początek nowej rzeczywistości. Wraz z ogłoszeniem upadłości, moim majątkiem zaczął zarządzać syndyk.

 

Wiele osób demonizuje postać syndyka, myląc go z komornikiem. To błąd. Komornik działa na rzecz wierzyciela i chce ściągnąć dług za wszelką cenę. Syndyk jest urzędnikiem sądu, który ma przeprowadzić proces upadłości. Oczywiście, zajął moje konto bankowe i wynagrodzenie (zostawiając kwotę wolną od zajęcia na życie), ale kontakt z nim był zupełnie inny. Jego zadaniem było spisanie inwentarza, sprzedaż tego, co posiadałem wartościowego, i podzielenie tych środków między wierzycieli. To moment, w którym tracisz kontrolę nad finansami, ale zyskujesz coś cenniejszego – spokój od windykacji. Z dniem ogłoszenia upadłości wszelkie egzekucje komornicze zostają zawieszone, a telefony od windykatorów cichną.

 

Finał: Plan Spłaty Wierzycieli

 

Proces upadłościowy nie kończy się na samym ogłoszeniu upadłości. Po tym, jak syndyk zakończył swoje działania (co trwało kilka miesięcy), sąd ustalił Plan Spłaty Wierzycieli. To jest ten moment prawdy. Sąd ocenił moje możliwości zarobkowe oraz to, czy doprowadziłem do niewypłacalności umyślnie, czy przez niedbalstwo. Na tej podstawie ustalono, jaką kwotę będę wpłacał co miesiąc przez kolejne trzy lata.

 

W moim przypadku skończyło się na ustaleniu realnej raty, którą byłem w stanie płacić bez głodowania. Reszta długów, której nie uda się spłacić w ramach tego planu, zostanie umorzona po jego wykonaniu. Istnieje też opcja umorzenia długów bez planu spłaty, jeśli dłużnik nie ma żadnego majątku i jest trwale niezdolny do pracy, ale to rzadsze przypadki.

 

Dziś, będąc w trakcie realizowania planu spłaty, czuję, że odzyskałem życie. Upadłość konsumencka to nie magiczna gumka, która zmazuje przeszłość w jeden dzień. To proces, biurokracja, stres i konieczność życia pod nadzorem syndyka, a potem realizowania planu spłaty. Ale to też jedyna skuteczna droga, by wyjść z pętli zadłużenia, gdy wszystkie inne metody zawiodły. To szansa na czystą kartę, którą warto wykorzystać mądrze.

O Autorze

Zostaw swój komentarz!

Jeszcze nikt nie skomentował tego wpisu. Może będziesz pierwsza/ -y?

Masz pytania? Skontaktuj się z nami

Zadzwoń lub napisz
Biuro Obsługi Klienta 24h/7

tel: (+48) 666 168 802
e-mail: pomoc@stopkomornik.com

Adres kancelarii

Aleja Ks. Józefa Waląga 1 / 3C
83-000 Pruszcz Gdański

X
X

Polityka prywatności opisuje zasady przetwarzania przez nas informacji na Twój temat, w tym danych osobowych oraz ciasteczek, czyli tzw. cookies.

1. Informacje ogólne

2. Wybrane metody ochrony danych stosowane przez Operatora

3. Hosting

4. Twoje prawa i dodatkowe informacje o sposobie wykorzystania danych

5. Informacje w formularzach

6. Logi Administratora

7. Istotne techniki marketingowe

8. Informacja o plikach cookies

9. Zarządzanie plikami cookies – jak w praktyce wyrażać i cofać zgodę?